Witam wszystkich odwiedzających moje Zabawy z nitką, i piękne dziewczęta i nadobne panie, szacowne starsze panie, a i panów jeśli tacy tu zaglądną.

środa, 24 października 2012

Jesień......... w żółtym kolorze

Oczywiście pełna spadających liści, pełna słońca, prześwitującego poprzez coraz bardziej nagie gałęzie drzew.
Ostanie spacery w lekko grzejącym słońcu, tak jak ten w Lasku Wolskim...




















Pośród złotych drzew.....
A kiedy przyjdą takie dni jak dzisiejszy, mgliste i szare to najlepiej
ogrzać się przy filizance herbaty z ciastkiem.

Madonna
Przeglądałam blogi i na jednym znalazłam cudną Matkę Boską malowaną haftem krzyżykowym.
To mi przypomniało, że nie tak dawno też malowałam Matkę Boską
..
Obraz jest wielkosci 70 cm na 50 cm. I od razu przyznaję się, że nie wszystko
 jest moją pracą. Chociaż trudno jest poprawiać i kończyć pracę po innej hafciarce.
Obraz wyhaftowałam na prośbę wspaniałej, dobrej i świętej Siostry Janiny.
 Wisi w kaplicy u sióstr Szarytek.

Akcja - Kupujmy nasze rękodzieło


Akcja "Kupujmy nasze rękodzieło" ma na celu przypomnieć wszystkim, żebyśmy pamiętali o rodzimych wytwórcach, wspierali nasz krajowy rynek i kupowali przedmioty od naszych polskich rękodzielników - czyli przedmioty oryginalne, wartościowe, artystyczne, wykonywane często w pojedynczych egzemplarzach.
Pamiętajmy o artystach, twórcach, którzy poświęcili wiele czasu na to, żeby poznać daną technikę, nauczyć się jej, poświęcają czas, żeby stworzyć coś niepowtarzalnego, nietuzinkowego, pięknego i DOKŁADNIE WYKONANEGO, nie okupionego pracą małych rączek...
Basta chińszczyźnie - kupujmy nasze rękodzieło!
Chcemy Was zarazić tą akcja, prosić, żeby ten, kto chce, kto się z tym zgadza, podał dalej. Możecie, a wręcz prosimy Was o kopiowanie tego obrazka i tekstu powyżej i wklejania na swoich blogach.
Mówcie o tej akcji swoim znajomym, zmieńmy mentalność Polaków.
Nie jest to pierwsza taka akcja, ale warto takie myślenie promować, prawda?
Prawda? ja się podpisuję. Źródło akcji http://dommokoszy.blogspot.com
Też sie podpisuję.

piątek, 19 października 2012

U R O D Z I N Y


Mój wspaniały Frendzel został ojcem.
Świnki morskie mają to do siebie ,że są bardzo towarzyskie. Kupiliśmy Frendzlowi koleżankę. Malutką świneczkę. Długo nie miała imienia, aż nazwaliśmy ja Kózką. Bo świnka skakała, z klatki do klatki, Frendzlowi po głowie.....
I z tego skakania mamy przychówek...
28 września Kózka urodziła 4małe ,ale niestety jedno było martwe.
Dzień po narodzinach świneczki wyglądały tak- bardzo nieporadne, jakieś przecinkowate i takie sobie....

 Szybko nabierały ciała przy starannej opiece mamy.

 Najbezpieczniej jest pod mamy brzuszkiem.












Maluchy same już jedzą sałatę.....




S


A Frendzel ze swojego koszyka  przygląda się maluchom.

Mój Anioł Stróż jak widać lekko się zdrzemnął
i
Kobieta upadła lub upadła kobieta.

 dwa słowa , a w innym porządku znaczą coś zupełnie innego.
Czyli , krótko mówiąc - miałam spotkanie bliskiego stopnia z ziemią.
Nic wiele mi się nie stało, mam całe ręce i nogi, tylko paskudnie skaleczyłam oko i twarz.
Wstałam i jakby nic dokończyłam oprowadzanie wycieczki po Skałce i Wawelu.

 Na drugi dzień moja grupa - maturalna klasa Technikum Samochodowego stwierdziła;
a) jakby do siniaków w jednym oku domalować makijaż na drugim to byłby Michael Jackson,
b) wygladam jak miś panda,
c) jakbym spuchła z drugiej stony ust -to byłaby Angelina Jolie.
Wszystkie pomysły były sympatyczne i na prawdę nie można było się na chłopaków gniewać. To była wesoła wycieczka.


czwartek, 13 września 2012

mam jesiennego lenia.....
Dostałam od przyjaciółki Ireny imieninowy komplet do kawy. Wygląda tak...
zdjęcie nie wyszło najlepiej, ale za to z poranną kawusią " dla mnie bomba"
Cytat "dla mnie bomba" pochodzi ze skeczu pod tytułem  Kawa, kabaretu Mumio. Można oglądnąc na YouTube.

poniedziałek, 3 września 2012

Wrześniowy spacer

Króciótko, bo juz prawie pólnoc i trzeba się położyć spać.
Dzisiaj wybrałam sie z wnuczkiem na dłuższy spacer, przy okazji mając w planie odwiedzenie biblioteki na Rajskiej.
Grześ od dłuższego czasu na spacerach piszczy i to całkiem głośno.

Wędrujemy Plantami i tak na wysokości franciszkanów całą szerokością alejki idzie wolno wycieczka włoskich emerytów.Przywołuję w pamięci resztki włoskiego, żeby przeprosić i przejechać, i w tym momencie Grześ zaczyna piszczeć. Najgłośniej jak może. Pomału jeden i drugi emeryt się ogląda, mówią coś do siebie z uśmiechami i robią mi szerokie przejście. Z uśmiechem mówiąc grazie signiora, grazie signiore przejeżdzam. Grześ piszczy. Ze słów włoskich wyłapuję syrena i klakson.
No w końcu jesteśmy pojazdem uprzywilejowanym!